Imprezy pełne śmiechu.

Satyra, a wraz z nią powstające kabarety wielokrotnie, na przekór szarej rzeczywistości, pokazują w krzywym zwierciadle nasze wady, zalety – takie jak i strach oraz odwagę. Ta jedna z rozlicznych dziedzin rozrywki, skupia w sobie tylko znanym kręgu, zarówno amatorów, jak przede wszystkim profesjonalistów. Dla dobra ogólnego, jako że śmiech jest dla wszystkich bardzo potrzebny, dla zdrowego rozsądku, by nie zbzikować. Gdy jesteśmy zdrowi zajęci codziennymi sprawami zapominamy o prostej czynności jaką jest uśmiechanie się. W momencie choroby ,w osłabieniu brakuje radości, dlatego jest wiele osób które podejmują ten trud rozweselania, rozbawia innych, punktując rozliczne niedociągnięcia.
Jedną z prowokacji, są organizowane imprezy, tam można pokazać na co nas stać. Taką imprezą są castingi do różnych programów ,takich jak Zabij Mnie Śmiechem. Pierwsze castingi odbyły się w Zielonej Górze dnia 3 września 2010 roku w klubie Kawon.

Między godziną piętnastą a dwudziestą ,odbywał się występ poszczególnych osób ,jak i zespołów kabaretowych ,którą oglądała i oceniała publiczność. Do Zielonej Góry zjechało się wiele osób z całej Polski. Przypatrując się im, wydawało mi się że każdego zjada trema. Tak też było ,ale Tomasz Kamel i Maryjusz Kałamaga świetnie pomagali nowicjuszom w przezwyciężeniu strachu. Publiczność również była wspaniała ,to dzięki niej każdy występujący na scenie poczuł się jak ryba w wodzie i płynęli.
Najbardziej podobał mi się występ Ślimaczka o wyjątkowym numerku 118,który pokazał że z flegmatycznego mięczaka przeobraża się w twardziela. Dzięki niemu wiem że wszystko jest możliwe ,a strach ma wielkie oczy. Sami tworzymy przyszłość i my wybieramy drogę którą podążymy, szkoda że często bywa tak iż wątpimy i uciekamy od przeznaczenia.
Oby częściej odbywały się takie imprezy jak ta, gdzie kultura i zabawa wychodzi na przeciw nam wszystkim. Dzięki takim spotkaniom mamy poczucie pewności ,że śmiech będzie towarzyszył nam zawsze i wszędzie.

Czar biesiady i koncertów

Idąc śladem Stanów Zjednoczonych, które od wieków mają swoją narodową muzykę country, Polska też próbowała znaleźć swój styl, w ten sposób narodziło się disco polo. Nie stało się ono jednak narodowym stylem muzycznym, a jedynie biesiadną muzyką graną na imprezach, weselach czy koncertach. Na koncerty disco polo przychodzi wciąż bardzo dużo ludzi, lubią się pobawić, pośpiewać wraz z zespołami na scenie, a także czasem potańczyć. Może to wynika z tego, że disco polo nie ma swoich klubów, gdzie możemy przyjść napić się piwa, czy dobrego drinka i posłuchać muzyki biesiadnej. Kto nie zna hitów: majteczki w kropeczki, albo ja jestem chłop z mazur. Nie usłyszymy ich na dyskotekach, ale niewątpliwie możemy przy nich świetnie się pobawić na imprezach w plenerze, koncertach, a także na większości wesel. Fakt jest taki, że przy tej muzyce wszyscy bawią się najlepiej. Prosty rytm, łatwe do zapamiętania słowa, powodują, że melodia szybko wpada w ucho, a także możemy już od refrenu śpiewać razem z zespołem.

Jadąc na urlop nad nasze polskie morze, możemy również wieczorem wyjść do przyjemnej knajpki, zjeść dobrą rybkę, napić się piwa, a przy okazji okoliczny zespół przyśpiewa nam by poprawić nastrój. Znajdzie się też kawałek parkietu, jeśli nogi już same skaczą, możemy z partnerem trochę się rozruszać i w rytm muzyki disco polo pląsać nawet do białego rana. Moc disco polo jest tak ogromna, że wypiera nawet góralską muzykę w jej rodzinnych stronach. Tam bowiem również, może nie w Zakopanem, ale w innych turystycznych miejscowościach, również w wielu knajpkach przy piwie pobawimy się w rytm: jesteś szalona, albo biała mewa. Płyty tych zespołów nie są też drogie, nie musimy więc ściągać pirackiej muzyki, a jadąc samochodem możemy uraczyć ucho przyjemnymi dźwiękami. W muzyce tej oczywiście nie odnajdziemy jakiegoś podniosłego stylu, ciężko tam szukać też jakiegoś przesłania, bądź głębszych treści. Podobnie jak muzyka country czy niemieckie szlagiery, ma po prostu bawić, rozweselać i umilać nam czas.

Na koncert do pubu

Wiele zespołów, bądź amatorów dobrej i czasem mocnej muzyki, otwierają puby, w których oprócz piwa serwuje się dobrą muzykę. Jest to sposób nie tylko na przyciągnięcie klientów, ale pewnego rodzaju wyróżnienie się z tłumu innych lokali. Ludzie faktycznie lubią przyjść, napić się piwa i posłuchać swojej ulubionej muzyki live. Możemy zapraszać bardziej i mniej znane gwiazdy. Czasem debiutanci, bądź lokalne zespoły, dają lepszy koncert, a publiczność się lepiej bawi. To od nas zależy jakiego rodzaju muzykę będziemy organizowali w naszym klubie. Jeśli mamy dużą scenę i dużo miejsca dla publiczności, możemy organizować koncerty rock, metal, czy coś równie ostrego. Możemy też fokusować się na jazz, albo muzykę country, choć z tą ostatnią lokali jest bardzo mało. Koncerty przeważnie organizowane są raz w tygodniu, najczęściej w piątki albo w soboty. Bilety są tańsze niż na normalny koncert, choć i gwiazdy są mniejszego formatu.

Dla tych, którym nie jest za głośno i nie mają akurat ochoty na koleżeńskie plotki czy pogaduszki, taki koncert może być dobrym oderwaniem się od rzeczywistości. Dobry klimat, zwłaszcza jeśli pub jest zorganizowany na przykład w jakiejś starej wieży, albo w piwnicy, gdzie przy blasku świec, bądź specjalnym oświetleniu, widzimy tylko półmrok i zarysy ludzi na scenie, a wszędzie wokół nas rozbrzmiewa kawał dobrej muzyki. O bilety na taki koncert przeważnie musimy się starać dużo wcześniej, ilość miejsca i stolików w pubie jest zawsze ograniczona, a ponadto ceny też nie są wygórowane, dlatego kto pierwszy ten lepszy. Na takich koncertach, jeśli jest ktoś bardziej znany, szybciej możemy dostać autograf, zrobić sobie z gwiazdą zdjęcie, czy po prostu porozmawiać. Kameralny klimat wymusza bowiem też rodzinną, bardziej swojską atmosferę, dlatego warto nie przegapić takiej okazji, zwłaszcza jeśli mamy blisko do takiego pubu. Przy odrobinie szczęścia trafimy nie tylko na świetną zabawę, ale być może spotkamy swojego idola, albo nawet zaśpiewamy razem z nim swój ulubiony kawałek.

W letnich tonach rocka

Każdy komu w duszy rock gra, zna Jarocin. Nie jednak jako miasto, ale głównie jako miejsce koncertów, organizowanych co roku. Wspaniała plenerowa impreza, dla wszystkich którzy lubią i te mocniejsze i te słabsze rockowe brzmienia. Trzy dni świetnej zabawy, z dala od domu, cywilizacji i centrum wielkich miast. Za to na łonie natury, z plecakiem, pod namiotem i przez cały czas spora dawka dobrej muzyki. Co roku do Jarocina zjeżdżają tłumy młodych i nieco starszych ludzi, którzy potrzebują trochę więcej dawki adrenaliny, mocniejszych brzmień czy po prostu posłuchać swoich idoli na wielkiej scenie. A gwiazd nie brakuje. Każdego roku swoją obecnością koncertowiczów zaszczycają wielkie gwiazdy. W tym roku, był jubileusz, czyli 30 lat organizowanych koncertów Jarocina live. Nie zabrakło Pidżamy Porno, Komy, Cory Jackowskiej wraz zespołem Maanam, oraz kultowych TSA czy Dezertera. Bez względu na pogodę, ludzie bawią się znakomicie, mogą śpiewać razem z gwiazdami swoje ulubione kawałki, dla tych, co bardziej potrzebują doznać i przeżyć, pod sceną jest miejsce na małe i większe szaleństwa typu pogo. Jarocin ma nie tylko więc swoją historię, ma też popkulturę.

To właśnie tam zobaczymy przegląd mody pankowej i rockowej, pełno agrafek wpiętych gdzie się da, dredy na włosach czy obcisłe spodnie i wysokie buty. Jednak nie musi się to od razu kojarzyć z najgorszym. Doświadczenie, historia i fakt, że to już 30 taki festiwal pokazują, że ci ludzie też potrafią się bawić. Oczywiście nie obchodzi się bez burd, awantur czy pojedynczych ekscesów, jednak jak to na każdym koncercie, zwłaszcza na takim, gdzie jest plener, ludzie nocują w namiotach, a w między czasie przez wszystkich przelewa się morze alkoholu. Można się tam znaleźć raz i więcej nie chcieć, może atmosfera wolności, spontaniczności, wspólnych łaźni, czy zapachu ludzkich odchodów, nie każdemu odpowiadać, jednak są tacy co jeżdżą tam co roku i są stałymi bywalcami takich koncertów. Czekają niecierpliwie aż nadejdzie ta wysoka data, biorą plecak, wałówkę i pociągiem ruszają na trzydniowe oblężenie Jarocina.

Mayday

Po raz 11 w Polsce organizowana jest spora dawka muzyki elektronicznej dla wszystkich jej fanów. Spodek, gdzie jak co roku odbywa się zlot fanów, dosłownie pęka w szwach. Mnóstwo sławnych DJ-ów, nie tylko z Polski ale z całego świata. Przez całą noc ludzie więc mogą się bawić przy dźwiękach techno, o mocnych, odjazdowych dodatków elektroniki. Mayday swe korzenie ma w Niemczech, tam pierwszy raz tak szumnie zebrali się fanowie elektronicznej muzyki. W Polsce w zeszłym roku Mayday obchodził 10 lecie. Do zeszłego roku, impreza odbywała się na dwóch scenach, gdzie d-je grali różne odmiany techno, w tym roku uruchomiona została trzecia scena, ponieważ na mayday z roku na rok przybywa coraz więcej osób. Na Mayday przyjeżdżają osoby z całego kraju, dlatego również w ramach organizacji imprezy przewidziany jest transport nie tylko z dworca, czy okolic, ale także z lotniska Pyrzowic. Nie może nikogo, kto kocha ten rodzaj muzyki zabraknąć, ponieważ spotykają się tam wszyscy, by w odpowiednim klimacie przeżyć, doznać i poruszać się w rytmie techno.

Nie tylko z resztą dobrej muzyki, nasze doznania są wyostrzone przez tysiące pokazów laserowych, które towarzyszą muzyce przez całą noc. W całości tworzy to niepowtarzalny klimat. Oprócz techno, d-je grają też muzykę haus, elektro i minimal techno, które w tym roku zagrane będą na trzeciej osobnej scenie, specjalnie otwartej dla fanów mayday. Każdy więc znajdzie coś dla siebie, może więc udać się na scenę koncertową i posłuchać muzyki live, albo w Meinfloor oddać się obrazom video połączonym z pokazami laserowymi i również sporym kawałkiem dobrej muzyki. Z powiększeniem obszaru wiąże się też zwiększona ilość DJ-ów, w ciągu jednej nocy możemy posłuchać aż 35 sławnych gwiazd. Tego jednego dnia, 10 listopada Spodek jak i Katowice należą więc do maydeyowców, fanów muzyki techno, czekają na to cały rok, żeby oddać się takiej muzycznej rozkoszy, poczuć się jak podpiętym pod 1000 wolt i by znów z utęsknieniem, czekać cały rok, na kolejną taką noc.